fbpx

Kariera Amy Sherald rozkwitła na dobre dopiero, gdy artystka doszła do siebie po ciężkiej operacji, jaką był przeszczep serca – miała wówczas 39 lat. Międzynarodowy rozgłos zdobyła w 2018 roku, kiedy to swój portret zamówiła u niej Michelle Obama. 🇺🇸

Zgodnie z amerykańską tradycją, wizerunki pary prezydenckiej są zlecane przez Biały Dom z okazji zakończenia urzędu. Po raz pierwszy w historii portrety te zostały jednak namalowane przez afroamerykańskich malarzy – Amy Sherald i Kehinde Wiley’ego (o którym też na pewno kiedyś napiszemy!).

Autorka słynnego już portretu Michelle uwiecznia wyłącznie czarnoskórych modeli i modelki, których umieszcza na jednolitym, barwnym tle. Tu portretowana ma na sobie kolorową tunikę, której geometryczny wzór przypomina mi twórczość Gustava Klimta (a dokładniej jego modowej inspiracji – Emilie Flöge).

Skóra portretowanych nigdy nie jest brązowa – artystka utrzymuje ją w monochromatycznych odcieniach czerni i bieli (tak na marginesie: używanie skali szarości do budowania kompozycji sięga Starożytności, a powstałe w ten sposób dzieło określa się terminem „en grisaille”). Jak mówi Sherald „chcę wykluczyć ideę koloru jako rasy”.

W moim rozumieniu kontrast kolorowego tła i „bezbarwnej” skóry ma pomóc w oderwaniu odbioru osób portretowanych od ich karnacji. Użycie brązu już samo w sobie stanowiłoby pewien kod, który musiałby zostać JAKOŚ odczytany. Jak? To już zależy od kontekstu kulturowego, w którym funkcjonuje widz.

Ponieważ żyjemy w zglobalizowanej wiosce, będąc po drugiej stronie oceanu kojarzymy znaki kulturowe, jakimi operują Amerykanie i Amerykanki. Stosowana przez artystkę skala szarości ma stanowić wytrych, dzięki któremu odbiorca uniknie wpadnięcia w pułapkę stereotypów i uprzedzeń wykreowanych przez jego otoczenie.

Na krytykę portretu Michelle Obamy („dlaczego ona jest taka szara?”) Sherald odpowiadała: „Niektórzy lubią, kiedy poezja się rymuje. Niektórzy tego nie lubią. I to jest w porządku” 😎

– ania

Amy Sherald
„She was learning to love moments, to love moments for themselves” (2017)
Monique Meloche Gallery, Chicago